Powołany przez Maryję

To prawda, że Franciszek ulegał pokusom tego świata. Uwielbiał zarówno górskie wędrówki, piłkę nożną, jak i lekturę powieści Manzoniego, teatr. Pisywał wiersze i nie stronił od potańcówek. Jego doskonałe maniery i elegancki wygląd sprawiały, że był obiektem westchnień niejednej dziewczyny. W tym czasie przylgnęło do niego określenie pierwszy tancerz w Spoleto oraz bawidamek.

Błędem byłoby jednak sądzić, że Franciszek całkowicie stracił głowę dla świata. Głębokie i przesycone wiarą w Boga wychowanie odcisnęło w sercu chłopca jakby niedający się niczym zatrzeć Boży ślad. W głębi duszy pozostał młodzieńcem pełnym wrażliwości na ludzką biedę i cierpienie. Pytany przez swoich przyjaciół o źródło bijącej od niego radości, energii i dobra, z właściwą sobie szczerością odpowiadał, że pochodzi ona z modlitwy. Zaszczepiona w domu rodzinnym pobożność była prawdziwie pobożnością ewangeliczną. Nie rozpoczynała się ona z chwilą złożenia rąk do modlitwy, a kończyła zamknięciem modlitewnika. Ona zaczynała się, gdy Franciszek każdego dnia wyruszał z domu do swoich obowiązków, a kończyła wtedy, gdy otwierał dłoń, by wesprzeć ubogich i żebraków. Mało kto wie, ale ten przystojny i elegancki młodzieniec pod najmodniejszymi ubraniami nosił włosienicę. Był młody wiekiem, lecz duchem był niezwykle dojrzałym człowiekiem.

Gdy miał niespełna osiemnaście lat, zmarła jego ukochana siostra Maria Luiza, która przez czternaście lat zastępowała mu matkę. Ta śmierć, choć przepełniła serce Franciszka wielkim bólem i cierpieniem, okazała się dla niego błogosławioną. Pozwoliła mu spojrzeć na życie w zupełnie inny sposób. Wszystko to, co do tej pory napełniało go radością, w rzeczywistości nią nie było. Rok po śmierci siostry w drzwiach katedry w Spoleto spotkał Matkę Bożą. Nie było to objawienie w ścisłym tego słowa znaczeniu. Tego dnia w Spoleto odbywała się procesja z obrazem Maryi. Był to wyraz wdzięczności mieszkańców miasta za cud ocalenia przed epidemią cholery.

Procesję tę obserwował pogrążony w myślach Franciszek. Przypomniał sobie wtedy ostatnie słowa matki - będziesz świętym, a w swoim sercu usłyszał głos innej Matki, Maryi: Franciszku, na co czekasz? Idź za głosem powołania! Według innego źródła miał usłyszeć: Checchino, co robisz w świecie? Czeka cię życie zakonne. Po dwóch tygodniach opuścił Spoleto. W święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny nawiedził bazylikę maryjną w Loreto. Owocami jego głębokiej modlitwy w tym miejscu były zawarcie przymierza z Maryją, tak zwanego przymierza (il patto - paktu) nowej i nienaruszalnej miłości, oraz decyzja o wstąpieniu do Zgromadzenia Męki Pańskiej (pasjonistów).

w: Ks. Cyprian Kostrzewa SSP, Święty Gabriel, Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2016.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz